w tej chwili na BLIP-ie toczy się dyskusja o tym, czy posyłać dzieci na religię, jeśli dziecko chce. pytanie zadała osoba niewierząca. nie wiem, jak się dyskusja skończy, ale niektóre argumenty „przeciw” są naprawdę idiotyczne i kompletnie nie uwzględniają pożytków, które może komuś (w tym przypadku dziecku) dawać religia. zabawne, że akurat te argumenty podnoszone są przez osoby nieposiadające dzieci.
oczywiście zupełnie inną sprawą jest to, jak będzie prowadzona nauka religii w szkole, gdzie uczęszcza dane dziecko, ale akurat tego rozmowa nie dotyczyła. raczej zeszła na temat: Kościół jest be – podaj przykłady. chyba jestem stary, bo te akurat dyskusje przerabiałem już jakiś czas temu…
A konkretnie które argumenty?
na przykład ten: http://blip.pl/s/570571347 i ten: http://blip.pl/s/570576689. właściwie to się trochę rozpędziłem z tą ilością, niemniej sama dyskusja nie zmierzała w stronę merytoryczną (posyłanie na religię), ale szła w stronę Kościoła jako źródła różnych złych rzeczy w głowie.
I konkretnie jakich pożytków?
nie jestem dzieckiem, więc trudno mi wymyślić coś od ręki. niemniej sprowadzanie dyskusji do prezentów i złego wpływu klech jest chyba zbytnim uproszczeniem.
@szła w stronę Kościoła jako źródła różnych złych rzeczy w głowie: a to jest idiotyczne, bo?
nie napisałem, że to idiotyczne, ale niektórym ludziom przynależność do Kościoła załatwia różne rzeczy, niezależnie od tego, co wy myślicie na ten temat.
W takim razie nie pozostaje nic, jak tylko powiedzieć: brawo, wreszcie jakieś merytoryczne argumenty.
zrozumiałem ironię, dziękuję :-)
przykład na szybko: przynależność do grupy, kontakt z wyższą świadomością/istotą duchową i takie tam.
W sensie: konformizm, wiara w zabobony i takie tam?
to za to było bardzo merytoryczne, zero wycieczek osobistych :]
No zaraz, gdzie tu jakaś wycieczka osobista? Mówisz o przynależności do grupy – ja ci odpowiadam, że ta przynależność do grupy odbywa się kosztem osobistych poglądów rodzica, a więc uczy dziecko, że warto być konformistą. Mówisz o kontakcie z wyższą świadomością – dla mnie jako ateisty jest to jakiś zabobon, żadna wartość dodana.
Ale jak chcesz, to masz wycieczkę osobistą: na razie cały twój wpis i komentarze to smętne pierdololo "nie macie racji, ja ją mam, ale nie powiem wam dlaczego". Jeśli już nazywasz jakieś argumenty idiotycznymi, to je skontruj, a nie smęć o "kontakcie z wyższą świadomością".
w tej chwili nie mam za bardzo czasu na dłuższą wypowiedź, więc napisałem o dwóch rzeczach tylko.
nie napisałem, że mam rację, ani że wy jej nie macie.
Napisałeś "niektóre argumenty „przeciw” są naprawdę idiotyczne", uzasadniając to tym, że dyskusja zeszła na szkodliwość kościoła. "Niektórym ludziom przynależność do Kościoła załatwia różne rzeczy" – którym ludziom, jakie, z czego to wynika.
Re: kontakt z wyższą świadomoscią http://www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=d&…
Albo nie ogarniam tego serwisu, albo zniknął mój komentarz. Not cool.
komentarz już jest, durny spamołap.
@załatwianie – napiszę póżniej.
Thx. Czekam.
"nie uwzględniają pożytków, jakie może dawać dziecku religia" ale jakie pożytki z punktu widzenia niewierzącego rodzica może dawać dziecku religia, poza dostosowaniem się do grupy?
jaki był tak BTW sens zadawania tego typu pytania przez niewierzącego rodzica?
Bo dziecko ponoć chce.
ja miałem nie być ochrzczony z powodu ateizmu ojca, ale matka ochrzciła mnie w wieku 5-6 w Bolandzie, abym nie cierpiał z powodu wykluczenia w Hiszpanii. byłem nawet ministrantem dopóki po lekcjach religii w Bolandzie zauważyłem, że to jednak wielki pic na wodę.
wniosek w Bolandzie lepiej nie posyłać dziecka na religię, bo stanie się wojującym antyklerykałem… :D